tu możesz wstawić swoje zdjęcie lub logo

PRZEMOC I SEKS

POCZĄTEK
na rozgrzewkę
facecje staropolskie
sposoby licznictwa
przemoc i seks
naturalia
animalia
z romantycznego sztambucha
przysłowia
pogodynki
na ludowo
listy do Pana Barona
kuryer illustrowany
ogłoszenia matrymonialne
 



Tytuł nieco podchwytliwy i na wyrost, by gawiedź sprośności zawsze ciekawą do klikania tu zachęcić. Tandem istotnie o instynktach różnorakich będzie, którem ludzie łacno poddawać się zwykli, wszelako takoż o stosunkach społecznych in genero.
Zawarte w tej części teksty w znacznej mierze nie są przeznaczone dla osób niepełnoletnich, jeżeli więc nie ukończyłeś/łaś 18 lat, zaczekaj jeszcze trochę i przejdź tymczasem do innych wątków.

* * *



Aleksander Fredro do Pawła Romana Sanguszki, czyli list Pana Hrabiego do Xięcia samego

Lwów d. 20go Listopada 866go
Kochany Pawle
[...] Jak Ci wiadomo, wczoraj założono nam znowu obróżę na czas nieograniczony, szarpałbym się na łańcuchu, gdyby to mogło się na co przydać, lecz że to być nie może, siadam spokojnie przed budą (czytaj w ławce) i ziewam, lada dzień w głos zawyję. - Inni którzy mają dar wymowy, mogą przynajmniej szczekać (czytaj mówić), mnie niestety Opatrzność ten dar odmówiła, mogę się więc tylko nudzić, nudzić, okropnie niewymownie nudzić. - Niechże mi kto zaprzeczy, że to nie jest największą ofiarą, największem powięceniem, jakie Ojczyźnie przynieść mogę. Zawsze mówią "Zginąć za Ojczyznę!". Wielka sztuka! Przy pięknym dniu, w ładnej okolicy, stać sobie na wzgórzach, widzieć rozwijające się masy wojska, unoszące się w powietrzu kłęby białego dymu, słyszeć elektryzujący huk dział, dźwięczny i poważny zarazem, żywy ogień karabinowy, który znowu ma w sobie co na kształt tryskającego dowcipu, wśród tego kazać zatrąbić wesołej, donośnej trąbce, dobyć pałasza, pocisnąć ostrogami dobrego konia, hurra naprzód i zginąć, to jeszcze raz powtarzam niewielka sztuka. Ale siedzieć w tej obmierzłej poselskiej ławce, słuchać tych mów, i dzień w dzień tak strasznie, okropnie, niewymownie, kolosalnie, olbrzymio, śmiertelnie się nudzić, jak ja się tam nudzę, to jest zasługa, za którą powinno się być trzy razy raz po raz w kararyjskim marmurze wykutym! Spodziewam się, że wdzięczna potomność tego nieomieszka uczynić, a na każdym piedestale będzie stało złotymi literami: "Dobrze się nudzącemu wdzięczna Ojczyzna"! -
Teraz dosyć tej fantazji, kończę prosząc Cię, byś złożył moje najgłębsze uszanowanie Ksi (przepraszam, Twój Ojciec każe przez X pisać), zatem: Xiężnie Matce, jeżeli jest w Gumniskach, Xiężnie Maryi i Xiężniczce Helenie. Ciebie ściskam serdecznie

Dnia 2go mojej poselskiej niewoli

*

Skazany za społeczność

Actum coram Iudicio Advocatiali Scabinaliqe Biecensi Sabbatho post Festum Sancti Michaelis Archanieli proxima Ao Dni 1730to.

Dekret Józefa Czekaia ze Wsi Bączali.

W Sprawie Aktorów [tj. oskarżycieli] Pracowitego Błażeia Oleiarczyka Przysięznego Bączalskiego, Jędrzeia Ziomka y Całey Gromady Bączalskiey z Jedney, a Inkarceratem Jozefem Czekaiem Obwinionym y przez tyz Gromadę Bączalską Skarconym, y do Sądu oddanym o występek Bestyalskiego grzechu z drugiey Strony. A ze tak z Inkwizycjyi iako tak y ze Swiadkow oczywistych tudziesz y z dobrowolnych Jego Konfessat pokazało się, iz ten wyzey specyfikowany Inkarcerat popełnił grzech bestyalski z klaczą Gospodarza Swego Jędrzeia Ziomka słuząc na ten czas u Niego. Sąd Woytowski Ławniczy Miasta JKM Biecza na tę sprawę zasiadłszy, winnym go Stracenia Głowy według Przykazania Boskiego y Prawa Maydeburskiego uznaie. A ze zapatrzywszy się na iego młode lata ze ieszcze poprawa Zycia Jego moze bydz iaka, tudziesz y na Instancye Cełey Gromady Bączalskiey Sądem Swoim naznacza aby pomieniony Jozef Czekay za pierwszy Dzien po Świętym Franciszku na Szrodku Wsi Bączali odebrał płag rozgowych sto, w Piątek drugie plag rozgowych Sto przy Zgromadzeniu Całey Gromady Bączalskiey dla uskromnienia Młodey a Swawolney Czeladzi. Co się zas tyczy tey klaczy z ktorą miał społecznosc Sąd (uwazaiąc azeby na potym Monstrum iakie z tey klaczy nie pokazało się, z czegoby było posmiechowisko Zydom, Heretykom, Odszczepieńcom od Wiary katolickiey a kontempt Wiary katolickiey) nakazuie azeby ta klacz w dobrym mieyscu głęboko zakopana była któreyby nikt wykopac nie potrafił, w czym bacznosc y dozor bydz powinien Gromady y Woyta tamecznego.

*

Jacentego Pajuka skarga na JP Trzczynskiego, porucznika Regimentu Konnego Buławy P. K.

We Czwartek, to iest 26 sierpnia, w Swięto Ruskie N. Panny Siewney, żona pajuka Jacentego z matką y z dziecięciem była na odpuscie w Olesku, gdzie po skonczonym nabożenstwie około trzeciej godziny po południu poszła do siostry na obiad y zabawiła do wieczora, pod ktory czas chciała konia zaprząc, ale nie mogła, żołnierz Krzyżanowski, ktory nadszedł, uczynił Jey tę przysługę y obiecał z nią iechac przez miasto, na ten koniec wsiadł na wozek y poganiał az do Bramy Podhoreckiey, w ktorey zastali JP. Porucznika Trzczynskiego, ten powiedział Jacentowa pojadę Ja z tobą, a żołnierzowi kazał ustąpić, na ktorego mieysce wsiadł na wozek. Jacentowa prosiła, zeby zaniechał tey jazdy, wszak się nie godzi Officyerowi iechac w tak podłey kompanii.

JP. Porucznik zaczoł swywolić z Jacentową y attentował sięgac tam, gdzie mu nie było wolno. Kiedy zas Jacentowa broniła się mocno, JP. Porucznik wywracał ią na woz, ale się wywrocic nie dała, iednak kolana iey swoiemi kolanami zbił, że nanich ma znaczne siniaki, na ktore wizya z podpisem komenderowanych na nią, tudziez siniak na prawey ręce. Naostatek, kiedy Jacentowa gwałtu wołac poczęła y matka Jey, bił pięsciami Jacentową JP. Porucznik y matkę Jey w głowę y w plecy, mowiąc do matki cicho baba. Tandem że bardzo krzyczeli, boiąc się znac JP. Porucznik, żeby się ludzie nie zbiegli, z woza wyskoczywszy, poszedł do miasta, a kobiety poiechały do Podhorzec.

Delator Jacenty, mąż tey kobiety, w piątek, to iest die 27 Augusti ku wieczorowi powrocił z Podkamienia, a ze JW Pan Dobrodziej na zajutrz bardzo rano z Podhorzec wyiechawszy bawił tydzien w drodze, nie mogł prędzey się skarzyc na JP Porucznika Trzczynskiego. Siniaki zas, choc tak dawno zadane, są do tego czasu, lubo ie Jacentowa wodką smarowała.

*

Relacya autentyczna o zabiciu Dziecięcia w Roku przeszłym die 21 Aprilis na Poberezu we wsi Kryniczkach z Inkwizycyi zaprzysięzonych wykonnotowana [1761 r.?]

1mo. Probatum, ze tegoz dnia, to iest 21 Aprilis do arendarza kryniczaskiego wiele Zydow bardzo rano, ile w Swięta Ich Wielkanocne, ziechało się, co podziwienie ludziom sprawiało.

2do. Tegoz samego dnia zrana matka wyszła z Dwoygiem Dzieci synkami, iednym dziesięć lat maiącym, niemym y nierozumnym, drugim lat trzy niezupełnie, y szła, synkowie za nią idą, na ktorych ofukneła się, aby wrociły do Domu y rozumieiąc, ze się wrociły, sama poszła kopać gliny na mieysce o sto krokow naydaley od winnicy będąc, a tym czasem Dzieci zostały się przy winnicy.

3tio. W tym samym czasie widziano żydow czterech powracaiących od winnicy do karczmy (a sami żydzi wyznaią w dobrowolnych konfessatach, ze onym się do Browaru pod czas Swiąt chodzić niegodziło), w ktorym czasie Zydozkiego powrotu Jednego Synka młodszego trzech lat spełna niemaiącego niestało, o cym probuią swiadkowie, wprętce potym, bo wpuł godziny, matka powrociła się od gliniszcza y niezastawszy wspomnianego Synka w Domu, szukać onego z Krewnemi po studniach, iamach (nawet natym mieyscu, gdzie potym wdziesięć dni znaleziono) poczęła, a Zydzi zaraz potym odgłosie dwoma wozami piechali do miasta Jozefgrodu.

4to. Te po zginieniu Dziecięcia az dni dziesięć ciało znaleziono o pułmili od teyze wsi Kryniczek, ktore tak wolne ciało było, jak gdyby tegoz dnia ztego Swiata sprzątnione było.

5to. Ze toz dziecie rownym podobienstwem, jako się na wielu mieyscach praktykowało, skłute delikatnemi instrumentami i zmęczone było: Czego dowodem jest wizya przez osmiu Swiadkow Zaprzysięzona.

6to. Ze po nastąpioney wizyi Zydzi ci, ktorzy w Kryniczkach w czasie zginienia Dziecięcia byli, na tamte strone w Hanszczyznę pouciekali, z ktorych tylko trzech na gruncie przytrzymało się, a ci zostaią w aktualney ad personam detencyi.

*

Sposób podobania się Niemcom na Pocztach i Oberżach
[ze znalezionego wymiętoszonego świstka papieru, XIX w.]

Na Komorze nayprzód przeprosić, że sama niewyśiadasz, boś słaba i do Wód jedziesz. - Parę dukatów trza dać Rewizorom i Dukata temu, co Ludzi zapisuie, w Oświećimiu zaś i Dukatem śię obeydzie.

Poczmaystrowie ńiećierpią, by do Nich wyśiadać, tylko albo w Karecie śiedzieć, albo do Oberży udać śię i ńie wychodzić, tylko wtedy, kiedy sami poproszą. -

W Austeryach Gallicyiskich drą porządńie, w Pruśiech daleko mńiey. - Targów żadnych o Stancyę, Obiad, lub Kolacyą czyńić ńienależy, bo to Ich tylko gńiewa, a na swoim zawsze postawią. -

Naypierwsza zaś rzecz w podróży być ćierpliwą, unikać, by Ludzie ńie hałasowali, Grzeczńie śię obchodzić, to tedy sami staraią śię uspieszać, ile ich Charakter pozwala.

*

21 X 1900

Kochani Władziowie!

Otóż według obietnicy, po zupełnej instalacyi, piszę do Was, opisując wszystko co u mnie słychać. Otóż jestem tu na posadzie pomocnika głównego Nadleśnego. [...] Na początek pensyi dostałem 600 rubli oraz różnych dodatków około 250 rubli rocznie.
Naturalnie i mieszkanie, złożone tymczasowo z dwóch, a niedługo i trzech pokoi i kuchni. Będę Musiał prowadzić sobie gospodarstwo, trzymać konie itp.

Już mam gosposię, 18-letnią niemeczkę, przy pierwszej próbie gospodarstwa przekonałem się, wyobraźcie sobie, że o jedną niewinność mniej będzie na świecie, ale że i trudno spotkać namiętniejszej gosposi do gospodarki dziennej i nocnej jak moja Hania. Popisałem się w tym interesie bardzo dzielnie, gdyż niewinność ta w kwadrans prysła jako czerwona bańka mydlana.
Zarazem zabawnem było, z jaką chęcią i przyjemnością owa niewinna bańka pryskała. W razie przychówku, wam na wychowanie i własność przyszlę i zdecyduję, gdyż Wy dzieci mieć nie będziecie.

Naturalnie, jakem sobie obiecywał, w Równem post wielodniowy powetowałem; sprowadził mi Myszuges we Francuskim hotelu Menię, ładną żydóweczkę, która myślałem, że mnie zabije i roztopi z gorącości. Zanim gosposię dostałem i tu parę razy długi naturze oddawałem na innych warsztatach; oto i cała moja praca w tym kunszcie wyższej szkoły jazdy.

Roboty w zakresie leśnictwa będę miał jednak dużo więcej, aniżeli w zakresie poprawiania rasy: 40 tysięcy dziesięcin lasu trzeba urządzić po Europejsku, bo dotychczas to chyba w prerjach, a właściwie w lasach dziewiczych Ameryki podobne gospodarstwa prowadzono. [...]

Tymczasem ściskam Was serdecznie wraz z dziećmi.
Bardzo Was kochający
Cidi

*

15 lipca 1946 r.
3076/NDM
W dniu dzisiejszym przybywa do Warszawy delegacja rządu Ukraińskiej S.S.R. celem przeprowadzenia rozmów w sprawie odzyskania przez nas lwowskich zbiorów bibliotecznych, archiwalnych i muzealnych.
Wobec tego, iż posiedzenie mięszanej komisji polsko-ukraińskiej, żmudne i długotrwałe będą musiały być połączone z posiłkami, Ministerstwo Kultury i Sztuki prosi o przydzielenie 30 litrów wódki po cenie urzędowej.
Naczelny Dyrektor Muzeów i Ochrony Zabytków: w/z. Dr. Wł. Tomkiewicz


*

[Lata chyba 60. XIX wieku, wycinek być może z "Gazety Lwowskiej"?]

"Debaty" donoszą z Akwisgranu, że niedawno temu odbył się pojedynek pod Mannheim między dziennikarzem francuskim panem E. D. i pewnym oficerem pruskim. Okoliczności towarzyszące temu pojedynkowi doprowadziły go do zaciekłości, która musiała jednego z walczących przyprawić o śmierć.

Oficer pruski wyraził się podobno z lekceważeniem o rządzie francuskim i niechciał na żądanie pana D. słów tych odwołać. Byłoby mimo tego przyszło do zgody, gdyby p. D. nie był nazwał przeciwnika tchórzem... Wtedy nic nie mogło już wstrzymać pojedynku i postanowiono bić się natychmiast. Było to o godzinie 4 1/2 wieczorem, a ponieważ obrano pistolety, więc nie było czasu do stracenia przed zmrokiem, i obaj przeciwnicy w towarzystwie sekundantów udali się na granicę bawarską.

Oficer pruski był niezmiernie rozdrażniony i zaledwie zdołał się wstrzymywać od gniewu. Miano dać ognia za danym znakiem. Oba strzały padły równocześnie i oba chybiły. Ponieważ stało się zadosyć wymaganiom honorowego spotkania, świadkowie usiłowali spór zagodzić, ale oficer pruski, chcąc się odpłacić przeciwnikowi, rzekł znów, że pan D. unika drugiego spotkania z tchórzostwa. Francuz na te słowa wpadł w wściekłość i wtedy nic niemogło uchronić od krwawego zajścia. Ponieważ dobrze już się zmierzchło, więc postanowiono strzelać do siebie na trzy kroki w ten sposób, że jeden pistolet będzie nabity kulą, a drugi ślepo i obaj przeciwnicy z zawiązanemi oczami broń sobie wybiorą.

Obaj stanęli naprzeciw siebie, oficer pruski pierwszy dał ognia, przeciwnik jego stał na miejscu niezachwiany, pistolet oficera był więc ślepo nabity. Nie bez wahania wymierzył Francuz broń swoją w piersi oficera, który czekał gromu mającego mu śmierć przynieść. Pan D. pociąga za kurek, lecz mu broń odmówiła. Wtedy sekundanci oświadczyli, że gdy obaj walczący dali niezwykłe dowody odwagi, nienależy dalej rzeczy posuwać. Ale oficer pruski oświadczył, że niechce korzystać ze wspaniałomyślności przeciwnika; po długiem więc spieraniu się, postanowiono bić się na szpady, ale sekundanci obstawali, żeby tylko do pierwszej krwi.

Walczący stanęli, złożyli się kilka razy, aż p. E. D. chcąc odbić pchnięcie odsłonił się i w tej chwili przeciwnik jego pchnął go w rękę i tuż zaraz w piersi. Pan E. D. padł na miejscu trupem.

*

[rok 1684, zeznanie świadka, wypis z księgi sądowej grodzkiej krakowskiej]:

Przyjechwaszy obydwa Panowie z sobą do Pinczowa, po obiedzie pili z sobą wino i podpiwszy z sobą mieli się rozjechać. Pan mój miał jechać do Olszówki, a JM Pan Pasek do Smogorzewa. Po tym JM Pan Pasek wzion Pana mego za rękę, zaraz się na ulicy przy saniach zwadzili, po tym rozwadziliśmy Panów. Pana mego wsadziłem na sanki, na które też wszedł JM Pan Pasek, i mieli obydwa jechać do Olszówki.

Tam tedy JM Pan Pasek nadjechawszy bramy wyskoczył z sanek i Pana wyzywał na pojedynek, i Pan prosił JM Panu Paskowi, mówiąc, że "ja się z WM Panem bić nie będę". Po tym schowawszy szablę JM Pan Pasek, wzion Pana mego za rękę i prowadził go do gospody, i sanie tam zajechały oboje, i przyszedłszy do gospody poczęli Ichmościowie z sobą wadzić, i JM Pan pasek wyzywał Pana mego na pojedynek, mówiąc "wsiądźmy obadwa na podjezdki i za bramę wyjedźmy".

Pan nie chciał znowu wyjechać, tylko na swoje sanie chciał wsieść i chciał jechać do domu. Zaraz tedy JM Pan Pasek wpadszy na podworze zawołał "toś taki a taki syn, kiedy ze mną się nie będziesz bił". Pan mój zas mu odpowiedział, tak jak mu mówił dopiero. Jak mu Pan mój odpowiedział, do szabel sie Pan Pasek porwał i chciał Pana mego ciąć, której on założył, i nie wiem, jak JM Pana Paska Pan mój porąbał, więcej nic nie wiem.

*

Działo się w Podhorcach die 6to mai 1756 anno.
W stancy Jmci Pana Chorążego Gadomskiego.


Dnia dzisiejszego przed lozowaniem Warty przyszedł Jan Miller Gefreyter z Warty przy Szlagbaumie na szlaku Oleskim do stancyi Imci Pana Chorążego Gadomskiego żaląc się na Dworzanina tuteyszego Jmci Pana Opackiego, który iadąc do Podhorzec miał Żyda za woźnicę, a sam opończą przybrawszy się niebył poznany od Syltwacha za tuteyszego.

Więc Szyltwach czyniąc zadosyć powinności swoiey wołał na woźnicę Żyda, żeby stanął, y pytał go z kąd. Odpowiedział mu Żyd: "ze Lwowa", zawołał drugi raz Gefreyter, ażeby stanoł, aż za trzecim razem, widząc Gefreyter, że żyd niechce stanąć, zawoła "stój żydzie huncwocie, bo ty nie wiesz, iakie my tu mamy rozkazy".

W tym JMc Pan Opacki wyskoczywszy z woza, mówiąc te słowa: "day mi szable na tego huncwota, kanalię, szelme, pijaka, skurwego syna, wiesz ty o tym, żem ia iest Dworzanin Hetmański, naucze Ciebie skurwysynu pijaku".

Z tym wszystkim przybył y JMc Pan Opacki do Jmci Pana Chorążego Gadomskiego, skarżąc się na Gefreytra, chcąc, żeby nieodwłocznie był aresztowany y skarany. JMć Pan Chorąży, widząc Jmci Pana Opackiego w tak wielkiey passyi, odpowiedział mu:
"tego człeka aresztować teraz nie mogę, bo iest na powinności, y pewny, wiem, że nie uciecze. Warta sie też zaraz oblazuje, to y potym WM Pan będziesz miał zniego satysfakcye, ieżeli słuszna uskarżasz się".

Ale po obluzie Warty zaraz, tenże Gefreyter z ludźmi trzema mających z sobą u tego szlagbauma na warcie, przyszedł do JMci Pana Chorążego Gadomskiego, powtórnie żaląc się, że go z temi ludźmi tak wielka konfuzya na powinności spotkała, y niegodziwemi słowami traktowani byli, co zaraz JMc Pan Chorąży przez Jmci Pana Ledochowskiego Podchorążego JMci Panu Generałowi Dezur meldować kazał. ObwinionyGefreyter składa się całą wartą y UnterOfficyerem, Inspekcyą mającym, że niebył pijany y nieczynił więcey nic, iak to, co mu zalecono Ordynansem.

*

Species facti na Michała Ferlika Feyfra od LeybKompaniey Regimentu Pieszego Buławy Polney Koronney

Michał Ferlik z Brodów rodem r. 1757 die 8 septembris przystał za Feyfra do LeybKompaniey. Dnia wczorayszego z tey racyi aresztowany zostaie, iż Lenung swoy u Siekiewicza Żołnierza od Węgierskiey Chorągwi na gorzałce stracił, potym przez Dobosza Bankowskiego Piszczałke, Lulke y Cybuch do Żyda posłał na gorzałkę, w ktorym Interesie Kapral Bohuszewski Dobosza zastawszy, odebrał Piszczałke y Lulke z cybuchem y meldował Feldveblowi, za co Feufra w areszt wzięto, ktory gdy do tych czas u Kompaniey rożne kary otrzymawszy poprawy Życia niepokazuie, owszem co raz gorzey się rozpuszcza, zaczym Komendzie wyższey meldowany.

*

Czas akcji: 93 dni roku owego 1813

Miejsce: pałac Sanguszków w Lubartowie

Bohaterowie: książę Sanguszko, 588 rosyjskich oficerów i generałów, 361 rosyjskich żołnierzy, 1 kucharz

Ofiary: [m. in.] mięso (funtów 528, wartości 107 zł 5 groszy), kiełbasa (par óśm, warta 20 zł), rodzynki małe i duże (wartości 20 zł), wreszcie wino (garncy 72, butelek 4, wartości 1104 zł)
= w sumie pokonano towary spożywcze na sumę 1756 zł i 2 groszy.

Zwycięzca: kucharz (pensja 1 zł za dzień = 93 zł, wikt i opierunek darmo)

*

Anno 1755, 30. Augusti, w Wilnie w pałacu JP Podskarbiego WXL zrąbano Jm Pana Wołodkowicza, sędziego Trybunału Głownego WXL

JmPan Hołynski, Podstarośći Grodzki Mscisławski, do niego mowił: "Ty to chcesz przedemną, zasłuzonym Chorązym pod znakiem Husarskim, JMPana Podskarbiego zawakowaną post fata Oyca swego wziąc rangę Porucznikowską. Nigdy tego nie dokazez".

Brat Pana Hołynskiego, Deputat z W[ojewó]dztwa Mscisławskiego, wtrącił się w to y raniony został, y padł o ziemie. Wołodkowicz mowił: "Mam cie wręku, jednak daruje życie", został sam crudeliter w głowę cięty od przerzeczonego Pana Podstarosciego, od Fronkiewicza czyli Hurka w rękę lewą, potym go wszyscy rąbali. JM Pan Przesiecki, brat Deputata Połockiego, salwował go ztamtąd, lub horrendissime zrąbany był. Excessivi pouciekali do klasztorów.

Nazajutrz, 1. 7bris, Trybunał in crimine recenti sententiavit, contumaces na gardło y łapanie ubicumque locus.

*

Dyspozycya około Krzeseł

1mo. Żaden Paiuk ani Lokay nima nigdy siedziec, spac ani grac na Krzesełku pargaminowym, siedzic moze na krzesełku drewnianym, iednak nie przy Officierach ani przy kompanii, to iest Towarzystwie.

2do. Kiedy Goscia niemasz, Paiuk albo Lokay moze Sobie wniesc Krzesełko drewniane z stołowey Izby, do ktoregokolwiek Pokoiu y na nim siedzic, przy Gosciu zas stac powinien.

3tio. Krzesełka Pargaminowe, aby kiedy na nich Gosc nie siedzi stały wszystkie na swych mieyscach, Paiucy i Lokaye przestrzegac maią.

4to. Panowie Pokoiu niemaią takze siadac ani grac na stołkach Pargaminowych, ale tylko na drewnianych, ktore wolno im wniesc do kozdego Pokoiu, wyiowszy ten Mozaykowy, Zwierciadłowy, Żułty y Zielony.

5to. Jehmc PP. Dworzanie mogą siedziec na Stołkach Pargaminowych we wszystkich Pokoiach, wyiowszy Stołową Izbę, gdzie dla nikogo cale stołek zaden Pargaminowy nima byc wniesiony, chybaby dla wielkiego Goscia.

Datum die 2 Julii 1763 w Podhorcach.

NB.
w Pokoju złotym Krzeseł 24
w Pokoju Chynskim Krzeseł 12
w Pokoju Karmazynowym Krzeseł 20
In Summa we trzech Pokoiach Krzeseł 56.

*

Srybra podrozne z Puzdrem, w ktorym:

Talerzy srybrnych dwanascie
Misa z Obręczem iedna
Pułmiskow trzy
Taca okrągła płaska iedna
Łyżek z grabkami y nozami Par Cztery
Łyzka Krzywa Wielka iedna
Nalewka z miednicą iedna
Kubkow ieden wdrugi wchodzących Większych szesc mnieyszych Cztery
Urynał ieden
Gałek na mydło dwie
Lichtarzow Para iedna
Szczypce z tacą iedne
Faierka duża ze wszystkim
Faierka mała ze wszystkim
Solniczka ze wszystkim
Taca mała podługowata
Flaszek do Wina cztery
Flaszek mnieyszych dwie
Flaszek na wodkę małych dwie
Kałamarz z Srubką y Piaseczniczka z Srubką z futeralikiem Srybrnym
Scyzoryk w Srybro Oprawny


Puzdro drugie Podrozne do Kawy

Taca we trzy grania iedna
Wanienka iedna
Imbryk mnieyszy ieden
Imbrykow większych dwa
Szczypce z tacką
Lichtarzow Para iedna
Sitko na Herbatę Srebrne iedne
Łyżeczek srybrnych dwie
Dzwonek Srebrny ieden
Filiżanek Porcelanowych z tackami dwie

N[ota] B[ene]. 1749. Zrobił złotnik tacę srebrną do Kart ważącą Łutow 29.

*

Jasnie Oswiecony Mosci Xiąze
Panie i Dobrodzieju moy

[...] Ta Białogłowa ieszcze pod bytnosc tu Waszej Xiey Mosci Dobrodzieja znaydowała się w Kolbuszowey pod pretextem Kuracyi Zdrowia, a bardziey podobno, azeby zle nabytego pozbyła Potomka, bo iak tu są relacye, do czego i sama przyznac się miała, ze fałszywe zmysliwszy defekta takiemi kurowała się Lekarstwy, które to sprawiły, czego pretendowała, y ieszcze się to stało pod Rezydencyą tu Waszey Xcey Mosci Dobrodzieja, ze z własney swoiey okkazyi abortum Possa, y nawet do Chrztu księdza nie było, ale baba Ochrzciła, gdzie ta akcya. Będąc długo sub rosa tandem poczęła się głosic y doniesiono p. Administratorowi. P. Administrator posłał po urząd y zlecił urzędowi. To Prawda, ze posłał Goreckiego do niey do stancyi, aby nie uciekła z miasta, ale w Turmie niebyła, tylko ta Baba, która tam przy tey akcyi znaydowała się. Urząd osądził, aby na Koscioł kamien Wosku y kamien Łoju dała. Lecz gdy się udała w Protekcyą XX. Mansyonarzow tuteyszych y zamiast wosku miodu im dodała, to trzy dni y trzy nocy u niey pili y potym ią do siebie pod pretextem Protekcyi wzięli.. [...]

*

Burmistrz, Wójt i cała Rada Miasta Tarnowa.

Przeczytawszy my konsens od Jaśnie Oświeconego Xiążęcia JMCi Pana Dziedzicznego y Dobrodzieia Naszego prezentowany na Ratuszu od P. Łuszkowskiego, w którym iest wyraźna wola Pańska do sprzedania Domu tak katolikowi, iako y Żydowi.

Aże zaś z katolików żaden się nie trafiał, żeby miał pomieniony Dom kupić, bo iest wiele takich Gospodarzów, żeby chcieli Domy swe sprzedać, gdzie obrawszy się ieden Starozakonny Szmul Abramowicz, konsztu krawieckiego Obywatel Tarnowski, który zkontraktowawszy z tymże P. Łuszkowskim o toż Domostwo.

Iak prędko kontrakt stanął między niemi, tak zaraz dowiedziawszy się Starsi Synagogi Tarnowskiej, zaraz klątew na tegoż Szmula Abramowicza włożyli, która iest taka: nayprzód, aby do Bożnice niechodził y z Żoną; żeby każdy Żyd obchodził tegoż Szmula o Cztery łokcie y aby z nim Żaden niegadał y Żywności aby mu nieprzedawano; y inszych rzeczy zabroniono, iako to obrzynania, kosierowania, na Kierchał chodzenia; y żadnego gdyby które z nich umarło na Kierchale niechowano.

Dla którey klątwy krawczykowie Żydowscy y Służebnice poodchodzili, niedosyć na tym, ale sprowadziwszy tegoż Szmula Abramowicza do Izby wedle Bożnice, który się spodziewaiąc, że klątew zdeymą z niego, ale się inaczey stało, bo rzuciwszy się Starsi Synagogi Tarnowskiey na niego chcieli go wsadzić do kuny, ten niebędąc nic winien, nie dał się im wsadzić, więc oni w tym razie wzgniewawszy się cięszko go suchemi razami zbili po bokach kułakami, którym ledwie wymsknąwszy się uciekł, odbiegszy kontusza i czapki, których razów przyszedszy do Urzędu Wójtowskiego Ławniczego uczynił ubdukcyą, która mu iest wydana per Extractum.

Ieszcze się y tym niekontentuiąc sądzili go y wiązili, y wiekszą klątew na niego włożono, y czarnymi świecami świecono, y na trąbkach trabiono, ato dla tego chcąc go przyniewolić, aby kontrakt oddał y od kupna tego Domu odstąpił y aby Przysiągł iako nigdy żadnego Domu y placu katolickiego niekupił. Na co by się tak wielu Żydów znalazło, którzy by kupowali. Co to czynią na większą ruinę Miasta, bo nie tylko kupować zaprzyczaią, ale y tych Żydów którzy mieszkaią u katolików (którzy katolicy iakikolwiek lewamen maią w płaceniu Podatkach) powyganiać usiłuią.

O czym my, Magistrat Zobopolny, dowiedziawszy się daiemy to Nasze prawdziwe Świadectwo tak P. Łuszkowskiemu, iako y Szmulowi Abramowiczowi, którzy lepiey y rzetelniey ustnie opowiedzą, na co dla lepszey wiary Pieczęciami Urzędu Zobopolnego Naszego Tarnowskiego przy podpisie Przysięgłego Pisarza Mieyskiego stwierdzamy. Datum w Ratuszu Tarnowskim Die 30 Augusti AD 1738.

*

Jaśnie Wielmożna Mcia Dobrodziko

Aze spoznienie kwartału toć nieprzez mię opieszałość, tylko przez Jankiela arędarza Dubieńskiego, iakom dawno Jasnie Wielmozney JMci Dobrodzieice czynił relacyą, ze on piniędzy niema, y choć mu mowiłem o piniądze, to on tylko smichami zbywał, y dość mam ugryzienia od niego, y od Jasnie Wielmoznego Państwa Dobrodzieystwa, ktorych chleb iem to bym tych słow nie słyszał, a osobliwie kiedym List onegdayszego dnia odebrał; od JMci Pana komisarza pisany w ktorym wyczytuę. Ze mam bydz przez niego nierzetelność notowany, kazałem go zawołać, y chciałem mu list przeczytać, ale on będąc w swoiey gebie wyuzdany, poczon mi ieszcze burczyć gdziem go kiiem musiał kilka razy uderzyć, y chodziem bił tom zniego piniędzy niewybił, y od niego nalezy kwartalnych piniędzy pięc tysiecy osmset piendziesiąt, y groszy dziewietnascie y szeląg ieden, na tom od niego nieodebrał zadnego szeląga y niewiem co daley z nim robić, bo y mnie iuz sposobow niestaie z takim Żydem do mowienia, bo na ten czas naygorszy iest kiedy piniędzy niema, y zaraz aredę rzuca [...]

S. Libiszewski

w Dubience
die 12 9bris ao 1762

*

Za czasów jeszcze Rzeczypospolitej Polskiej, w drugiej połowie ośmnastego wieku, regimentarz S., był to dumny i surowy dla podwładnych oficer. Będąc w Warszawie, w pomieszkaniu swojem, wychodzi raz z fajką niezapaloną do pierwszego pokoju, gdzie był oficer, w dniu tym służbę przy nim pełniący i woła: "Ognia, panie poruczniku!". Poniżenie takie rozgniewało na godności swojej znającego się oficera, wypada za drzwi, leci do najpierwszej strażni, woła "ognia" i wnet dwa wystawione tam działa huknęły pod samemi prawie oknami regimentarza. - "Co to jest panie poruczniku?" z gniewem i przerażeniem ofuknął regimentarz wchodzącego oficera. - "Kazałem wypalić z dział na strażni", odrzekł śmiałym głosem porucznik, "innego ognia nie znam mości regimentarzu".

*

Księżniczko!
Przybyłem to dziś rano - śpieszę przedewszystkiem uwiadomić o tem drogą memu sercu Księżniczkę; chwila oswobodzenia, chwila wybawienia już dla Pani przyszła - Przybyłem! Jestem! Gotowy na wszystko - zdecydowany na wiele.
Wiem żeś Pani przyrzekła swoją rękę Arturowi Potockiemu tylko pod przymusem Rodziców, którzy nie wiem i pojąć nie mogę dla czego, rzucili Cię o Pani! na pastwę temu potworowi - temu zbrodniarzowi. Przyrzeczenie takie nic nie znaczy - przysięga nawet przymusowa nie obowiązuje do niczego.
Wiem także, aż zanadto, że serce Twoje, Księżniczko od pierwszej chwili gdyś mnie ujrzała zaczęło pałać ku mnie najgorętszą miłością. Jest to może nieszczęściem mego żywota, że każde serce niewieście, które mnie ujrzy, bije tylko dla mnie. I Tyś uległa temu fatum! Lecz szczęśliwiej od innych, gdyż Cię przeznaczam na moją żonę! Na Przezdziecką!
Trzeba działać! Trzeba co prędzej działać!
Załączam maleńki proszek - niech go Pani da zażyć Potockiemu, w szklance wody, w zupie, albo wprost niby żartem, jest dość głupi, żeby się niczego nie domyśleć - i z rąk Pani wszystko przyjmie - niech tylko jedno ziarnko połknie - wystarczy! Koniec będzie trwał nie długo.
W zamieszaniu, które się oczywiście zrobi niech Pani zbiegnie na pierwsze piętro No 14 - będę oczekiwał - konie będą na rogu najbliższej ulicy na czas czekać i popędzimy razem w świat daleki i szeroki pozostawiając za sobą śmierć i przekleństwo tym, którzy Przezdzieckiego odważyli się rozgniewać.
Tak chcę i tak być musi. Kocham i oczekuję.
Przezdziecki

Jeśli Potocki przyjdzie na herbatę - skończ odrazu.

[dopisek na karteczce po proszku]
Czy proszek już zadan?
Czy umarł już bałwan?
Odpowiedz swemu
Przezdzieckiemu.

[autorem listu skierowanego do Róży z Lubomirskich Potockiej jest de facto książę Eustachy Sanguszko - ot taka zabawa wyższych sfer]

*

Roman Damian Sanguszko do Romana Władysława Sanguszki

Dn. 2 Marca 1915, Wiedeń
[...] Nie widzę żadnego podobieństwa między Hiszpanami a Cyganami, jak mi piszesz. Hiszpanie są jednym z najszlachetniejszych narodów na świecie - najbardziej katolickich: to prawo nazywać się Królami Katolickimi nadał ich królom Papież, temu 400 lat, zdaje się. W ogóle, pogardliwie odzywać się o całym narodzie jest niesprawiedliwem, a nam Polakom tem mniej przystoi, że jesteśmy sami narodem najbardziej upokarzanym, krzywdzonym w Europie, może na świecie. Po zburzeniu Jerozolimy Żydów wypędzili Rzymianie z Judei, i przedawali jako niewolników, ale im nie zabraniali mówić swoim językiem, tak jak nam w Wilnie, w Równem i na kolejach naszych. Dziś przy rozbudzonych namiętnościach przez wojnę i dzienniki, siejące nienawiść, i zdemokratyzowanie wojny, która się stała Volks-Krieg - tem bardziej bronić się trzeba od tych uczuć, a nawet słów nierozważnych. Miss M. Mahon jadąc z Elżbietką Sapieha do Kalksburga do szkoły Jezuitów, gdzie się uczy jej brat, za to, że mówiła po angielsku z nią, dostała dwa razy w twarz od jakiejś kobiety, siedzącej w tym samym wagonie. A tenże brat w Kalksburgu uderzył ucznia, który mu powiedział: Alle Polen sind Verräter (spytaj się p. Kulawiec, co to znaczy, jeśli nie rozumiesz), a potem go coś pięciu napadło i zbili go. Nienawiści narodowe są uczuciem niechrześcijańskiem i niesprawiedliwem.
W katedrze w Malaga ukradziono mi zegarek z łańcuszkiem podczas Mszy św. w dzień Bożego Ciała (jeśli się nie mylę). [...]

*

Tadeusz Grocholski do Eustachego Sanguszki

[...] Podatki osądza się coraz większe, dają powód do najsmutniejszych zdarzeń, które jako najpewniejsze donoszę. W Krzywoszyńcach w powiecie Winnickiem wdowa z małem dzieckiem wyszła za mąż za wdowca, któren mając także swe dziecię z trudnością mógł za obydwóch płacić podatki i wymagał na żonie, aby sama o swoim myślała. Biedna kobieta, nie mogąc wydołać, przechodząc wieczór przez groble rzuca swe dziecię do wody i teraz znajduje się w tutejszej winnickiej tiurmie.
W wojsku wiele przykładów oburzenia między żołnierzami, nawet czasem [pomiędzy?] Moskalami, jak są posłani ku Królestwu. Pod Bracławiem przechodził pułk kawaleryi i w chwili wychodu z miasta wystąpił z szeregów, może pod wpływem trochę kieliszka, żołnierz Moskal i zaczął przymawiać w najgorętszych wyrazach do swych kolegów "Wiecie, gdzie nas prowadzą? Na rzeź Polski, przeciwko naszym braciom! I wy na to się zgadzacie? Nie słuchajcie! - Nie odpowiadacie? To między wami uczciwych ludzi niema? To wtedy służyć i żyć nie warto!!!". Schwyciwszy pistolet w łeb sobie strzelił. [...]

T[adeusz] Grocholski
14 Kwiet. 1863

*

Jasnie Wielmożny MCi Dobrodzieiu

Jeżeli mię łaskawa protekcya WlPana Dobrodzieia niewesprze, tedy iusz będąc nadwątlony, przydzie mi zdesperacyi umierac. Ze tak zakowane serce Damy do tych czas y naymnieyszy kropelki złaskawosci swoiey niechce wypuscic, y prawdziwego kochania nie chce pokazac, A to łaskawy respekt Jasnie Oswieconego Xiążęcia Radziwiłła a Wielkiego przyiaciela WlPana Dobrodzieia, Cieszy mię zdesperowanego y daie mi konsylia abym się do WlPana Dobrodzieia udał, a nową z tą Damą za czan [zaczął] korrespondencyą, wczym łaski WlPana Dobrodzieia chcę zażyc, ażebyś naPisał Panie moy nayłaskawszy do tey Damy, bo iusz tylko cieniem chodzę poswiecie perswaduiąc iey że to iest Imię Wolskich sławne na Cały swiat zprzydomku swego, chci iey wyperswadowac MCi Dobrodzieiu że wielki człek iestem, Kawaler Rzymski Złotego Krzyża, Admirał Wielki Floty nawalny, exterminator Turków, zelant gorliwey, y nieustraszony Rycerz, abosz przecię da sobie wyperswadować, Także chci WlPan Dobrodzi napisac do JMCi Grafa Brylla bo to moy kochany Pan Dobrodziey, y protektor, ktorego serdecznie kocham abosz przecię tyle sposobu wynaydzie perswaduiąc Iey, że mię tesknosci zewsząt ogarnely ani jesc, ani pic niemogę, ani sypiac, a ieżeli zasnę tedy niemasz tego momentu zebymisię niesnieła, znac to iusz wola Pana boga taka iest, iusz to lat pietnascie iako gorskiemi, y rzewliwemi łzami opłakuię dni moie, y ustawicznemi wzdychaniami; Zadnego do tych czas swiat kawaler niemiał taki statecznosci, żeby raz zakochawszy się wDamie tak wiele lat miał strawic na konkurencyi, radbym się iusz w gołąpka, albo wsynogarlicę premienił, y tam wmomencie do Drezna przybył, bo iusz cale serce moie wysieleło się z kochania tey Damy, NB 1 [nota bene - czyli przypis 1 patrz poniżej] wszak y to WLPan Dobrodziey wyperswaduy iey y JMC Graw Bryll może wyperswadowac ze czystość, y panienstwo moie wcałosci dla niey zachowuię, abosz przynaymniey to ią zmiękczy, ze się da wyperswadowac.
[...]

W Nieswiezu 15 Januari, 1748

NB 1. Iusz się deklaruię roznemi ięzykami, y roznemi głosami spiewac, iak kanarek, iak słowik, iak wrobel, y iak przepiorka, iak kukawka, iak synogarlica, iak gołąp, iusz się wszelkiemi sposobami, y umizganiami będę aplikował.

[Tomasz] Stanisław Wolski Kawaler Rzymski Złotego Krzyża Konsyliarz J. O. Xcia Radziwiłła Woiewody Wilenskiego Hetmana Wielkiego Litewskiego

*

Podróż Nilem [Zdzisława Tarnowskiego] od Kairu do Wady Halfa 16 marca - 18 kwietnia [1891 r.]

25 III - Luxor - 32 przepiórki
26 III - Luxor - 1 lis (szakal)
28 III - Luxor - 60 przepiórek, kilkanaście zgubionych, niespełna 2 godziny
31 III - powyżej Edfu - 2 pelikany, And. Potocki także 2 zabił, strzeliliśmy kulami w ogromne stado
5 IV - Schakke - 2 lisy (szakale), rano w skałach na zasiadkę
10 IV - pod samym zwrotnikiem - krokodyl, śrutem na 30 pare kroków, wpadł w wodę, znaleziony później przez strzelca
11 IV - powyżej Edfu - 2 sępy (moenchgeier), dublet śrutem, podjechane łodzią

3 czaple zwyczajne, 1 gęś Egipska, 12 kuligów, 5 zimorodków, 20 jastrzębi, 2 sówki małe, 24 gołębie, 10 turkawek, 1 bąk białawy, 6 sępów mniejszych (aasgeier), 1 czapla biała z płaskim dziobem, 4 ibizy (kuhreier), 7 czajek z kolcami w lotkach, 1 ptak w rodzaju siewki z długim dziobem, 2 ptaszki zielone z b. długiemi sterówkami, 10 ptaszków na 2 strzały, nieznane nam, podobne do turkawki, a więcej do mewy, 1 kulon nadzwyczajnie wysokonogi, 1 biała jaskółka i biały skowronek - Razem około 200 sztuk

*

Działo się w grodzie krakowskim w piątek po Oczyszczeniu NMP [5 lutego] Roku Pańskiego 1644.

Między Rogierem i Piotrowskim do rozważenia.
Stanisław na Wiśniczu, wojewoda i starosta krakowski, pozywa przed swój sąd Bricciusa Piotrowskiego, największego mistrza pijaków i generalnego przywódcę palaczy tytoniu, arendownego posiadacza dóbr Jerycha z przyległościami, na żądanie Masława Rogiera, syna nieboszczyka szanownego Dersława, mieszczanina i ślusarza toruńskiego, dziedzica dóbr miasta Jeruzalem i Babilonii z przyległościami. Rogier pozywa Piotrowskiego o to, że nie dotrzymał pewnej umowy zawartej przed księgami grodzkimi oczakowskimi, wedle której "powinien tyż JMć pan Piotrowski przestrzegać tego, aby i sam w rzece Nilusie, tym dobrom arendownym przynależytym, nie łowił i nikomu łowić nie dał, oprócz na swoją własną potrzebę". Dan w zamku krakowskim dnia 19, miesiąca 13, roku 600.

*

Działo się w grodzie krakowskim we czwartek po św. Jakubie [28 lipca] Roku Pańskiego 1644.

Między Diogenesem, filozofem, i tak zwanym Rusieckim wyrok.
W poniższej sprawie i akcji urzędowej między znakomitym Diogenesem, filozofem publicznym i zwyczajnym, kaznodzieją po ulicach i uliczkach m. Krakowa, powodem z jednej, a dzielnym i również czcigodnym mężem zwanym Rusiecki, generalnym po wszystkich ulicach m. Krakowa śpiewakiem, z drugiej strony, pozwanym o to, że mianowicie w tym czasie, gdy temże powód, tj. Diogenes, na rynku krakowskim, w miejscu publicznym swego zwykłego kazania i przemówienia koło kościoła św. Wojciecha, na obłamanej kolumnie, której używa jako katedry, o wszelkich rzeczach słownie do godności osoby swojej i uprzywilejowanego miejsca, w obliczu napływających zewsząd słuchaczy Żydów, nie ostatniego, najpodlejszego, znaczenia, wymownie i subtelnie dysputuje i przemawia, tenże pozwany Rusiecki, żadnego nie mając respektu i poważania dla powoda, ośmielił się wielokroć z wielkim krzykiem i nawoływaniem napadać na powoda i przeszkadzać mu w przemówieniach, i co więcej, zwykłe miejsce powoda bez zezwolenia zajmować i z narażaniem na szwank tak honoru i powagi, jako i dochodów powoda, tamże odbywać kazania.
Przeto, ażeby uwolnił katedrę powoda i na przyszłość skromnie się zachowywał, jako to pozew wspomniany szerzej o tym mówi. Urząd wysłuchawszy skargi wobec stron jawiących się osobiście, zważywszy, że przerzeczony powód, mianowicie Diogenes, uchodzi za znakomitego i starożytnego na rynku i ulicach Krakowa filozofa i mówcę i że nie chce tolerować żadnego w swym zawodzie współtowarzysza, postanawia, ażeby wspomniany pozwany Rusiecki, jako w nauce i czasie późniejszy, przynajmniej wtedy gdy powód na swym zwykłym miejscu przemawia i dysputuje, skromnie się zachowywał oraz krzykiem i hałasem nie przeszkadzał i do katedry powoda pod karą wieczystej degradacji się nie mieszał.

*

Podczaszy halicki Andrzej Orłowski do Jana Mikołaja Chodkiewicza, 18 maja 1768 r.

Dnia wczorayszego pewną wziąłem wiadomość, iz Moskwa nie zastawszy w Podhaycach Konfederatow, tylko Xiędza Arcybiskupa Lwow[skiego Wacława Sierakowskiego] wizytuiącego Koscioły Podhaieckie, Nayprzod Koscioł Zamkniety odbili, gdzie Zastawszy Arcybiskupa Krzyzem lezącego y Xiędza Cieszkowskiego Kanonika Lwow., Supplikacye spiewaiącego, ktorego dwa razy pchneli, Monstrancyą połamali, Sanctissimum z puszki wyrzucili, Arcybiskupa dwa razy potrącili, y Chayduka Pana broniącego Spisą pchneli, iz na mieyscu Został, a potym Cały Koscioł zrabowali.

*

Londyn, 1912
Kochany Karolu!
Takiej kobiety jeszcze teraz w Paryżu nie miałem, niech się wszystkie schowają. Miła, wesoła, naturalna, wyposzczona!!!! Przyszła z kuferkiem, musiała podpisać się moim nazwiskiem, które naturalnie zapomniała i przekręciła. 4-ech typów w hotelu badało ją, ale nareszcie grum [groom] odprowadził ją do mojego pokoju. Pogadaliśmy trochę i rzuciła się, i zaczęła całować. Nie bardzo umie jeszcze, ale tak szczerze całowała, z taką przyjemnością, że to więcej warte od sztucznych pocałunków.
Prędko zjedliśmy obiad, po obiedzie zaraz do łóżeczka. W łóżku była nadzwyczajna, takiego kotka w Paryżu teraz jeszcze nie miałem, za obrębem tej, która teraz siedzi w kozie.
Niestety przed 11 musiała powrócić do domu. O mało się nie spóźniła. Przykro mi bardzo było, ale cieszyło mnie, że ona rzeczywiście nie miała ochoty powracać do domu. Co za dziki kraj, co za hipokryzja. Robią daleko gorsze rzeczy, ale trzeba różnych głupich pozorów używać. [...]
Anglicy szelmy, żadnym językiem ludzkim nie mówią, a ja jak wiesz po angielsku nie rozumiem. Twój Lech.

*

Teodor Lacki, marszałek nadworny litewski, do syna swego, Hieronima, 29 marca 1677 r., z Krakowa.

Zapraszasz mnie na Wesele. A nie piszesz mi nic, gdzie ma być ten Twoy Act [...]. Aleć miły Synu, gdziekolwiek będzie, ja juz tam być nie moge, y Zdrowie liche, y mieszek Dziurawy nie dozwala takowey Przeiaszczki [...]. Kareta jedna stara tylko mi się dostała, po nieboscze Żenie moiey, ale y tę przefremarczyłem na malusienką Lektyczkę, co tylko na Jedną siedzenie osobę. Mam tamtą wielką Karetę Złocistą, y tey Ci bronić nie będę. Tylko że teraz jest w Lipniku y nie mam czym ztamtąd odzyskać y do Ciebie posłać, bo koni nie mam, tylko cztyry stare wielkie wytłuki. A y tych nie mam czym strawować. Pisałeś do mnie, życząc mi Starostwa Żmudzkiego. A miły synu, zkodżebym miał wziąc tak wielki koszt na tak daleką drogę, po tem na Elekcyą, na wjazd, y na traktowanie tak wielu Gomb Żmudzkich. A Ja y tu, samo szost mieszkaiąc, nie mam się czym sustentować. Wczora ostatni kontusz soboli na strawę do Żydow poiechał. Wszystkiey moiey Substantyi tak wiele - te tylko jedynascie tysiączków złotych, co u Jegomości Pana Kamienieckiego. I na te już ze dwa tysiące złotych zadłuzyłem się na owies y na inne zboza do siewu, bom przez tegoroczną intrate Arędy Lipnickiey (sumieniem dobrym powiadam) pułtrzecia tysiąca stracił, bo mi tylko na Wierzbie gruszki ukazano, a podano mi bez zasiewkow cztyry konty, a Piec piąty [...]. Lubobym i Rząd szeroki, moy dawny usarski, Turkusowy, y Pierscień w ziarno Dyamentowe chciał dołożyć, co oboie pod cztyry tysiące złotych warte, ale że się tym podobno nie będą chcieli contentować [...]. Owo zgoła w szpitalu przydzie w nieznaiomych Kraiach wieku dokonać [...]. Chleba tez nie ugryze, kaszy taniey kupić dostane. Jm Pani obozna niewieleby ze mnie Pociechy miała, bo starym sie barziej chce spać y s..., nizeli obłapiac. Ja tez iuz Kurcyusza czytam. Aleć y ta Pani nie młoda. Zaglądałem jej w Kownie w zemby, gdyśmy przed Moskwą y Szwedami do Wierzbołowa uchodzili, na on czas miała ze 40 lat. A teraz podobno trochę więcey.

*

Zbrodnia sławucka, "Dziennik Kijowski"

D. 18 października [wg ruskiego kalendarza, czyli 30 X] dragoni, stojący w Sławucie dla ochrony, spotkali chłopów i żołnierzy, rąbiących las i przy tej sposobności wypłazowali żołnierza. Prawdopodobnie tego samego dnia zapadło postanowienie pogromu pałacu sławuckiego i zabicie jego właściciela, ks. Romana Sanguszki, jak to można wywnioskować z dalszych wypadków.

Następnego dnia hr. Ewa Rzyszczewska wyjechała konno w otoczeniu kilku masztalerzy w stronę wsi Baranie około godz. 10-ej zrana. Pod Sławutą spotkała oficera, który dawał znaki, ażeby nawrócić; hrabianka spostrzegłszy z dala rotę żołnierzy N... pułku zapasowego, rozsypaną na pewnej szerokości, zawróciła i galopem skierowała się ku domowi. Wtedy padła salwa i kula zraniła w nogę jednego z chłopców stajennych.

W tymże czasie ks. Sanguszko wyjechał do kościoła, ażeby zobaczyć murujący się grób dla ś. p. kanonika Gromadzkiego; tam podszedł do niego oficer, przestrzegając, ażeby nie wracał do pałacu. Książę jednak kazał nawrócić do domu. Po drodze spotkał znajomego duchownego prawosławnego, który również prosił go, ażeby nie wracał do pałacu.

W chwilę po powrocie księcia do domu żołnierze z karabinami i bagnetami zaczęli otaczać pałac, obsadziwszy poprzednio wszystkie wyjścia z parku.

Około godz. 11-ej, w chwili, kiedy Leon Rzyszczewski, wraz z siostrą hr. Eufemią wchodził do sieni i zatrzasnęły się za nimi drzwi, padł strzał przez szyby oszklonych drzwi i kula przeszyła hr. Leona na wylot powyżej łopatki, obsypując i raniąc równocześnie jego i siostrę szkłem. Zaraz potem dali żołnierze trzy salwy do okien frontowych i szczytowych, gdzie był apartament księcia.

Kiedy w parę minut potem piszący to sprawozdanie wpadł do sieni, znalazł tam już pełno żołnierzy, rozchodzących się po pokojach, a na piętrze hr. Rzyszczewskiego, zalanego krwią, czekającego na lekarza, po którego nie pozwolono posłać. Książę był w swoim apartamencie.

Zaczęła się teraz kilkugodzinna walka z motłochem N... pułku, który próbował zabrać, co się da.

Około godz. 2-ej podszedł do mnie jakiś oficer i powiedział, żeby wyprowadzić księcia, bo grozi niebezpieczeństwo. Książę z łatwością na to przystał i poszedł, wsparty na mojem ramieniu, na drugie piętro, do pokoju, sąsiadującego z pokojem hr. Rzyszczewskiego, którego właśnie opatrywano.

Inne partye żołnierzy tymczasem plądrowały oficyny kuchenne, stajnie, masztalarnie, wozownie, a wreszcie bibliotekę, archiwum i mieszkania oficyalistów.

Rozzuchwalona zgraja coraz szerzej zaczynała się rozlewać, łamać zamki, rozbijać drzwi i powrotną falą powracać z innej strony. Spotykało się ciągle agitatorów, krzyczących "to wszystko nasze", "trzeba kniazia zabić", wreszcie tłum zażądał widzenia księcia.

Po petraktacyach wybrano deputacyę z trzech żołnierzy, która poszła ze mną, przypatrzyła się biednemu księciu i wyszła. Nie przypuszczając jeszcze zupełnego pogromu, trzeba było walczyć, starać się wyprzeć tłum i ochraniać zrabowane rzeczy. Około godz. 4-ej wpadło kilkudziesięciu żołnierzy do pokoju hr. R., a kiedy perswazye nie pomagały, żeby ustąpili i coraz więcej rozzuchwaleni żądali wydania księcia siedzącego o ścianę, trzeba mu było dać znać, żeby wszedł krętymi schodami na pierwsze piętro.

Co się dalej działo, nie wiem, bo wkrótce potem znalazł się książę pod podjazdem otoczony wyjącym motłochem. Przedarł się wtedy do niego pułkownik N... pułku, a książę, zobaczywszy go, zwrócił się z prośbą, żeby pozwolono mu pomodlić się przed śmiercią. Pułkownik starał się opamiętać tłum i żądał przyrzeczenia, że bez sądu mordować nie będą. Zagrożono mu bagnetami, musiał ustąpić, a księcia zakrył otaczający go posuwający się naprzód tłum żołnierzy.

Tak przeszli park i przez szerokość drogi; kiedy książę zmęczony usunął się na ziemię, wtedy padło pierwsze uderzenie szablą w głowę. Książę biedny podniósł się jeszcze, ale od swych dręczycieli dostał 18 kłuć bagnetami w piersi i plecy, razem 30 ran. Z wyciem i naigrawaniem na zerwanem z trupa futrze zawieziono umęczone ciało do szpitalnej trupiarni i tam je porzucono.

Kiedy powiadomiony ksiądz pospieszył do trupiarni, nie dopuszczono go mimo próśb i nalegań.

Z dzikim okrzykiem trymfu rzucił się teraz tłum do pałacu, chcąc resztę obecnych zamordować. Powiadomiony jednak hr. R. na czas zdążył, wraz z siostrą, ujść z pałacu i wyjechać do Ostroga. Generał Gawroński, którego tłum chciał aresztować za energiczną obronę życia i mienia księcia, już poprzednio wraz z rodziną i hr. Łubieńskim musiał opuścić pałac.

Trzeba pióra Dantego, żeby opisać piekło, które teraz rozszalało wśród zmroku jesiennego dnia. Rabowano wszystko, tysiące ludzi niosło łup wśród huku toporów i stukotu walących się szaf i mebli. O dziewiątej języki ogniste zaczęły lizać okna i buazelie podpalane naftą, a wkrótce cały pałac i oficyny kuchenne stanęły w płomieniach. Ponure sylwetki, obarczone łupem, zewsząd widać było na tem krwawem tle, a wypuszczone konie araby, cwałując po parku z przerażenia, dodawały grozy obrazowi.

Rozbito kasy i zrabowano 785,000, świętokradzkie ręce nawet kościoła nie oszczędziły, wyłamując puszki z pieniędzmi i kradnąc starożytny zegar bronzowy.

Około godz. 3-ej, kiedy orgie były na ukończeniu, nadeszła część pułku konnego gwardyi z Szepetówki, która odrazu spędziła łamiących jeszcze kasy maruderów. Wkrótce potem nadeszły automobile opancerzone, armaty i pułk sławiański, lecz było za późno.

W trupiarni leżała już niewinna ofiara rozszalałego agitacyą motłochu, jedna z najdostojniejszych postaci wśród nas. Dorobek narodowy, zdobyty znojem i krwią wielu wieków, legł wśród gruzów i popiołów, a do serc naszych coraz się większy ból, lęk i oburzenie wkrada: Quosque tandem!...

Sławuta, 23 października 1917 r.
Alfred Kublicki Piottuch

 

projekt: Szablonownia